CO RUSZYŁO MOJĄ WAGĘ


Pewnie każda z was która ćwiczy, ma czasami takie okresy w swoim życiu kiedy waga po prostu staje i nie chcę się za nic ruszyć. Jest to dobry znak, kiedy już jesteśmy u celu, jednak kiedy nadal nie jesteśmy zadowolone z naszych efektów zaczyna się problem. Nie widzimy żadnej poprawy w naszym wyglądzie a nawet wydaje nam się, że trochę pęczniejemy. Ja byłam w takiej stagnacji od kilku miesięcy i mimo tego, że jadłam racjonalnie i zdrowo, na siłownie chodziłam, cardio było robione tak jak być powinno - wyglądałam spoko, ale nie był to wygląd z moich marzeń. 

Pewnego razu pobłądziłam trochę w internetach i trafiłam na artykuły które mówiły, że żeby schudnąć należy unikać połączenia na talerzu mięsa (białko) + warzywa + węglowodany (kasze, makarony, ziemniaki, ryż). Jak dla mnie było to kosmiczne nieporozumienie, bo przecież od zawsze wiadomo, że zbilansowany posiłek u każdej ćwiczącej osoby to zazwyczaj kurczak, ryż i warzywa. Jednak jedząc tak skomponowane posiłki stabilizują naszą wagę.  Niestety jak chcemy trochę zrzucić, musimy przestać łączyć niektóre makroskładniki. I czytając o tym dużo opinii za jak i przeciw, muszę przyznać, że to faktycznie działa i chudniemy


Dlatego mój talerz w obecnej diecie opiera się na połączeniach:
  • mięso/ryby/nabiał + warzywa
    lub
  • węglowodany + warzywa
Co ruszyło moją wagę? Moja dieta od ponad miesiąca opiera się na zasadach niełączenia określonych makroskładników oraz stosowania produktów o niskim indeksie glikemicznym (jak przykładowo ksylitol zamiast zwykłego białego cukru). Dzięki temu mogę jeść większe porcje i nie przejmować się kaloriami (ani wagą produktów!). Niestety jest jedno ALE: podczas redukcji stanowczo trzeba wykluczyć pewne produkty takie jak wyroby z mąki pszennej (np. makarony, naleśniki, kluski) oraz produkty skrobiowe (głównie ziemniaki). Eliminując te składniki sprawimy, że nasz żołądek będzie się naturalnie kurczył, dzięki czemu zmniejszy się nasz apetyt i po zakończonej redukcji będziemy mogli jeść wszystko, ale w mniejszych ilościach.

Wykluczone z diety produkty pęcznieją i rozpychają żołądek, co sprawia, że mamy w nim więcej miejsca i w rezultacie jemy więcej. Na dodatek w połączeniu z mięsem i tłuszczem są trudno trawione. Kiedy zaś trafiają do przewodu pokarmowego, szybko podnoszą poziom cukru we krwi, który potem gwałtownie spada - co wywołuje wilczy głód. 

Wiem, że miesiąc to bardzo mało i trudno w sumie o jakieś większe efekty. Jednak uwierzcie mi na słowo, miesiąc temu wyglądałam jak mały świnek a teraz się sobie nawet podobam!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Natalia bloguje , Blogger