OSIEK MOLO, CZYLI KARAIBY ZA GROSZE

Mieszkając w Małopolsce nie oczekuje się, że kilka kilometrów od swojego domu można dotrzeć na piękną plaże ze słomianymi parasolkami i leżaczkami na których można się wylegiwać i korzystać z obecnych wysokich temperatur. A jednak! Jak tylko afrykańskie temperatury wróciły postanowiłam wybrać się do pobliskiego Osieka, żeby przetestować niedawno otwarty basen.

Miejsce zachwyca wyglądem już z daleka. Wielkie jezioro przy którym znajduje się Hotel z pięknym drewnianym molo. Hotelowa restauracja zachęciła mnie od samego początku, nie tylko wystrojem, ale i wyglądem dań oraz tym, że szefem kuchni jest Piotr Ogiński znany ze swojego kanału na Youtube Kocham Gotować. Niestety pierwsze co to weszliśmy na basen, a z basenu nie można wychodzić na restauracje. Jako, że my zgłodnieliśmy dość szybko, to musieliśmy się zachwycić basenowym barem w którym podawali pizzę, nuggetsy, frytki i inne fast foody. Miłym zaskoczeniem było to, że naprawdę były smaczne i świeże. Restaurację zostawiamy na inny dzień.



Kiedy widziałam pierwsze reklamy tego obiektu, od razu sobie wyobrażałam wygórowane ceny oraz to, że człowiek będzie leżał na człowieku. A tu miłe zaskoczenie. Cały dzień korzystania z basenu w tygodniu to koszt 15 PLN za bilet normalny, ulgowy w cenie 10 PLN. W weekendy cena jest wyższa o 5 zł. W tygodniu leżaki są wliczone w cenę. I co (przynajmniej dla mnie) najważniejsze, możliwość płatności kartą. 

Mimo tego, że pogoda była piękna, niebo bez chmurki a słońce grzało ludzi dużo nie było. Ale nawet ta garstka ludzi wprowadzała miłą atmosferę. Ja się czułam jak w jakiś ciepłych krajach, leżąc pod słomianym parasolem, w oddali słychać było muzykę, a chłodnawa woda w basenie idealnie chłodziła nagrzaną skórę. Jak dla mnie basen jak i cały obiekt ten jest rewelacyjny, żałuję tylko, że nie przyjechałam tu wcześniej, kiedy afrykańskie temperatury utrzymywały się przez kilka tygodni.

Basen jest mistrzowsko wykonany. Ale przynajmniej ja, do wody wchodziłam dość nieudacznie, bo za każdym razem na wślizgu. Zejście jest pod skosem, co ma najprawdopodobniej imitować wejście do zwykłego morza które nie zawsze jest równe. Dno zamiast zwykłych płytek jest zrobione z czegoś co wygląda jak zlepiony piasek. Jako, że mój wzrost jest karzełkowaty trochę bałam się wychodzić na środek basenu. Jednak kiedy stanęłam na płaskiej stopie woda mi była trochę poniżej ust. Czyli zakładam, że basen ma mniej więcej 140 cm w najgłębszym miejscu. 



Szczerze polecam to miejsce. Ja sama na pewno zagoszczę tam jeszcze nie raz. Na pewno chcę spróbować ich kuchni, oraz przejechać się rowerkiem wodnym po jeziorze. Basen chyba będzie musiał poczekać do następnego sezonu, bo niestety, ale nadchodzi jesień. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Natalia bloguje , Blogger